piątek, 15 kwietnia 2011

Żywoty domniemane

Wstaję o piątej, śpię na kanapie, nie z Sabriną, bo ona śpi z małym i na mnie już nie ma miejsca. Wstaję i ubieram się, zawsze jak najgrubiej, bo mnie jest zawsze zimno. Sabrinie nigdy nie jest zimno, tłuszcz ją grzeje, przelewa go na dziecko w śnie.
Ubieram się, łykam kawy i wychodzę. Zaczynam dzień.

Pracuję jako Pan Kanapka.

Beze mnie szefowie korporacji padliby wszyscy z głodu, znam ich sekrety, jak zamawiają zestawy suszi a potem i tak wtryniają bułę z pastą jajeczną ode mnie. Przemykam się po biurach jak cień, z debilną maksymą "coś do jedzonka dla Pana?", a oni tylko nieznacznie dają znak, żebym się zbliżył i zamknął za sobą drzwi.

Jestem ich tajemnicą, jestem ich śniadaniową kochanką.

Pracuję do piętnastej, mimo wczesnej podbudki nie jestem nawet śpiący.