Wstaję o piątej, śpię na kanapie, nie z Sabriną, bo ona śpi z małym i na mnie już nie ma miejsca. Wstaję i ubieram się, zawsze jak najgrubiej, bo mnie jest zawsze zimno. Sabrinie nigdy nie jest zimno, tłuszcz ją grzeje, przelewa go na dziecko w śnie.
Ubieram się, łykam kawy i wychodzę. Zaczynam dzień.
Pracuję jako Pan Kanapka.
Beze mnie szefowie korporacji padliby wszyscy z głodu, znam ich sekrety, jak zamawiają zestawy suszi a potem i tak wtryniają bułę z pastą jajeczną ode mnie. Przemykam się po biurach jak cień, z debilną maksymą "coś do jedzonka dla Pana?", a oni tylko nieznacznie dają znak, żebym się zbliżył i zamknął za sobą drzwi.
Jestem ich tajemnicą, jestem ich śniadaniową kochanką.
Pracuję do piętnastej, mimo wczesnej podbudki nie jestem nawet śpiący.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)

Panie Mroux, bardzo, ależ to bardzo proszę o kontakt mailowy na ewa.wolkanowska@gmail.com
OdpowiedzUsuńPiszę reportaż o Panach Kanapkach.