niedziela, 4 kwietnia 2010

od Jahne Walerianczyk

z cyklu blog Ateny-Izrael lato 2010. czyli dziennik futurystyczny o tym czego nie ma ale byc moze.

Adam, Mroux, Horcia (?)i ja skończyliśmy w przypadkowym klubie, a potem u Szlomiego, co studiuje filmoznawstwo, maluje ploty i jest najwiekszym dilerem w Hell Avivie, oglądając nad ranem film o Francuzce włóczącej się po rumuńskiej prowincji. Dziewczyny zasnęły Adamkowi na ramieniu.
(...)
Poszlismy dziś na bardzo długi spacer do dzikiego parku na końcu Shenkin, przy skwerze Dizengoffa (mimo, że jak dla mnie przyroda mogłaby być z bezwonnego plastiku). Doszliśmy do zarośniętego kamienia, z którego ciągle nie zdjęto tablicy upamiętniającej żołnierzy poległych w czasie kampanii synajskiej 1956.

Widzieliśmy wokalistę zespolu Mofaa Haarnavot szel Doktor Kasper (Apperance of rabbits of Doktor Kasper). Wychodzil z urzedu pracy.

(...)

Mru dziala na Zydow jak psychocukier.

(..)

Na Rotszildzie dzikie tlumy, omijamy rozchachane dzieci z balonami i mlodziencow ociekajacych hummsuem z pity. Adamek staje na srodku ulicy i parodiuje Lizarda, gdy mówił do Gilety: "Kocham Cię od stuleci. Dla Ciebie udaję ogrodnika".
(...)
Ale ta nocna Jerozolima... I ci Arabowie stojacy przed sklepami i knajpami, bez slowa, nieruchomo, wpatrzeni w ulice jak w wykaligrafowane imie Allah.
(...)

Nie poszliśmy na turpistyczne sushi, ani do Marrakesh baru. Poszliśmy tam, gdzie chodzimy, gdy chcemy, aby wieczór skończył się utraconą czcią Adama B.

(..)

Mru i Adamek rysuja na serwetkach komiksy w kawiarni Aroma przy Rehov Shenkin, ja mam niestety talent tylko do długich tyrad, które wygłaszam niezmordowanie jak Fidel Castro do swoich współwięźniów. Gdybym umiała pisać tak jak potrafie mówić, byłabym bogata. Komiksy Adamka sa pelne cynizmu i czułości, a Mru rozowego egzystencjalizmu i szlachetnej melancholii.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz